Błogosławiony ks. Jan Balicki, a Karmel

Dziś, 15 marca, w rocznicę śmierci charyzmatycznego przemyskiego kapłana, zwanego „mocarzem pokory”, błogosławionego Jana Balickiego (1869-1948), opiekuna Świeckiego Zakonu karmelitańskiego oraz spowiednika Mniszek bosych w Przemyślu, chcemy przypomnieć fragmenty jego konferencji skierowanych do karmelitanek bosych. (Za: Wybór Pism ks. Jana Balickiego, red. o. J. Bar OFMConv., ATK, Warszawa 1981).

25 grudnia 1922

Jak poznać, że się ma obficiej i obficiej tę łaskę, czy się rośnie w łasce, czy się pomnaża łaskę?

  1. Pierwszy znak – to wewnętrzneność życia coraz większa. Dusza czuje się coraz więcej pociągnięta do wnętrza, a odciągnięta od wrażeń zewnętrznych, stąd umartwienie zmysłów, a szczególniej oczu. Bóg jest duchem, a ci co Go czczą, mają Go czcić w duchu.
  2. Drugi znak – to pogarda sobą. Własna nicość, małość, niegodność, są nieustanną pobudką tej pogardy. A im kto więcej usuwa się do wnętrza swojego i zażywa Bożego światła, musi w nim lepiej widzieć tę niegodność i gardzić sobą, a tego wyrazem praktycznym to szukanie upokorzeń coraz chętniejsze.
  3. Trzeci znak – to ufność niezachwiana w modlitwie. Tak. Pokora rodzi ufność. Serce upokorzone gdy woła, jest zawsze wysłuchane, musi być wysłuchane… Sercem skruszonym… (Ps 50,19)
  4. Czwarty znak – to wesele ducha. Jakiż smutek może zasępić ducha, którego każde pragnienie spełnione.
  5. Piąty znak – cierpienie ukochane. I to jasne. W miarę jak rośnie łaska, rośnie i miłość, a o miłości bez ofiary, a więc bez cierpienia, nie da się pomyśleć.
  6. Szósty znak – wychwalanie miłosierdzia. Kto żyje łaską, która jest darem czystego miłosierdzia czuje, że tylko z miłosierdzia ma to co ma, i że musi powtarzać: „Misericordias Domini in aeternum cantabo” Ps 88,2 („Na wieki będę wychwalał miłosierdzie Pana”).
  7. Siódmy znak – poprawa ciągła. Komu światło łaski oczy lepiej otwiera i rozszerza serce ogień miłości, ten lepiej widzi swoją brzydotę i wysila się w pracy nad poprawą.

12 października 1926

O zjednoczeniu z Bogiem

Jak Pan Jezus pragnie zjednoczenia z nami poznać najlepiej możemy z ustanowienia Najświętszego Sakramentu jako pokarmu dusz naszych: jak pokarm fizyczny łączy się z organizmem cielesnym, w niego się przemieniając, tak Jezus łączy się z organizmem duchowym przemieniając go w Siebie. Słowa obietnicy wyrażają to jasno: „Kto pożywa mego Ciała i pije moją Krew we mnie mieszka (trwa), a Ja w nim (J 6,57).

Pragnie dalej Pan Jezus, by to zjednoczenie nigdy się nie rozerwało, ale trwało i trwało. Mieszkajcie we mnie (trwajcie), a Ja was (J 15,4) mówi podczas ostatniej wieczerzy i dalej: trwajcie w miłości mojej (J 15,9). Pragnie wreszcie Pan Jezus, aby to zjednoczenie było coraz ściślejsze, bo za wzór stawia swoje z Ojcem zjednoczenie. Oto słowa Zbawiciela: „A nie tylko za nimi (apostołami) proszę, ale i za tymi którzy przez słowo ich uwierzą we Mnie, aby wszyscy byli jedno, jaką Ty Ojcze we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni w Nas jedno byli (J 17,20-21). A Ja chwałę, którą Mi dałeś, dałem im, aby byli jedno, jako i My jedno jesteśmy. Ja w nich, a Ty we mnie, aby byli doskonali w jedno (doskonałym jednem) (J 17,22-23). Te słowa Pan Jezus wyrzekł w tej swojej długiej, ojcowskiej, serdecznej mowie pożegnalnej, której każde słowo nacechowane było najczulszą miłością. Stąd widać jak gorącym jest pragnienie Serca Jezusowego, aby to zjednoczenie było coraz ściślejsze.

A w jaki sposób stać się to może? Pan Jezus daje nam te sposoby. A są nimi: wiara, nadzieja i miłość. Wiara, bo mówi: którzy wierząc we mnie… Aby w nas jedno byli (J 17,21). Nadzieja, bo mówi: a ja chwałę którąś Mi dał, dałem im… Ja w nich a Ty we Mnie. Chwałę oczywiście nie przez oglądanie i posiadanie, ale przez nadzieję posiadania… bo idę wam przygotować mieszkanie u Ojca (J 17,22). Miłość – mówi bowiem: i oznajmiłem im Imię Twoje i oznajmię, aby miłość którąś Mnie umiłował, w nich byłam, a Ja w nich (J 17,28). Oto środki: wiara, nadzieja i miłość.

Tu mamy i stopnie zjednoczenia. Jak trzy są te cnoty teologiczne, tak i trzy są stopnie zjednoczenia. Możemy je wyrazić tymi słowy: pierwszy to być z Jezusem, drugi to być w Jezusie, trzeci to być Jezusem! Rozważmy pierwszy: być z Jezusem. Dzieje się to przez wiarę. Wiara łączy się z Jezusem jako Prawdą. Słowo Jezusa dla niej jedynym przedmiotem, nim się tylko kieruje w swoich myślach, chceniach, uczuciach, mowach, działaniach. Tą prawdą co mówi słowo Jezusa, prawdą dla myśli, słów, uczuć, chęci, czynów. Patrzy na Jezusa-Prawdę. Słucha Jezusa-Prawdy, chce Jezusa-Prawdy.

Być w Jezusie to znowu dzieje się przez nadzieję. Ona pragnie Jezusa posiadać jako jedyne najwyższe dobro, szczęście swoje i już Go niejako posiada. Jezus – dobro duszy, która go obejmuje. On w niej, a ona w Nim. To już nie tylko Jezus przedmiotem działania, myśli, uczuć, chęci, ale Jego działanie jest działaniem duszy. Dusza myśli myślą Jezusa, czuje wolą, Sercem Jezus, czy nie siłą Jezusa. Dzieje się to dwojako: dusza zagłębiając się w życiu Jezusa wewnętrznie, przejmuje się Jego myślami i uczuciami, przyswaja je sobie i nimi myśli i czuje. Albo Pan Jezus sam owłada rozum i wolę i myśli i chce w duszy i z duszą.

Być Jezusem, to w końcu dzieje się przez miłość. Jezus – miłością – gdyś więc miłością – jesteś Jezusem. Miłość oddaje wszystko Umiłowanemu, przede wszystkim wolę. Tym, że oddaje wolę, oddaje siebie, bo przez wolę własną jesteśmy przede wszystkim sobą. Znika własna wola, znika własna osoba, jest tylko wola Jezusa, jest tylko osoba Jezusa w znaczeniu, że co naszego, to Jezusa i tyle ile z Jezusa: a więc już nie tylko w Jezusie, ale Jezusem. O jak prawdziwe słowo świętego Pawła: „żyje więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus” (Ga 2,20).